Witam na moim blogu.
Na początku chcę Ci bardzo podziękować za to, że tu trafiłeś. Jest mi niezmiernie miło gościć Cię tu. Jeśli tu jesteś to znaczy, że łączy nas pasja- pasja do gotowania. Kuchnia jest jak nasze małe laboratorium, a gotowanie to ciągłe eksperymentowanie i doznawanie coraz to nowych bodźców smakowych, dotykowych jak i powonienia. Uczymy się nowych smaków, połączeń. Nie zawsze wyjdzie nam za pierwszym razem ale grunt to się nie zniechęcać. Za pierwszym razem nie zrobimy wszystkiego najlepiej. Nawet największej sławy kucharzom nie przyszło nic od razu. Musieli oni latami i ogromnym zaangażowaniem dopieszczać to, co dzisiaj podziwiamy.
Osobiście powiem, że również miałam ciężkie początki. Z wielkimi chęciami zabierałam się do wypieku ciast i ciasteczek lecz te jak na złość nie wychodziły. Mimo, że jestem młoda, miewałam momenty, że martwiłam się czym będę gościła swoje wnuki. Inne dzieci będą chwaliły się wszystkim, jakie to ich babcie pieką pyszne ciasta i rogaliki, a moje wnuczki nie dostaną nic równie pysznego. Mimo wszystko, po dłuższej przerwie podjęłam kolejną próbę. Postanowiłam upiec mojej mamie ciasto na urodziny. Było to tym bardziej trudne, że była to niespodzianka, a w domu był tego dnia tylko tata. Niewiele mógł mi pomóc, bo bardziej zna się na majsterkowaniu samochodów. Jeszcze pamiętam, jak ścierałam tabliczki czekolady na tarce. Było to dla mnie najcięższym zadaniem z przepisu, a czekolada nie tylko trafiała do miski. I... Udało się! Sama upiekłam ciasto czekoladowe z polewą, przekładane borówkami. To był dla mnie wewnętrzny przełom. Uwierzyłam, że potrafię.
Kolejny był wypiek chleba. To już zupełnie inna bajka. Nabrałam pewnego razu ochoty na domowy, świeżutki i jeszcze cieplutki chleb z chrupiącą skórką, ale... Nawet nigdy nie widziałam jak ktoś go piecze. Nie miałam kogo zapytać o radę, gdyż nikt z mojego najbliższego otoczenia nie piekł chleba. Poniosła mnie więc chęć zabłyśnięcia i bycia pierwszą. Znalazłam dobre przepisy na chleb i miałam wielką ochotę je urozmaicić wedle swojego uznania. Starałam się jednak bazować na ilościach, aby otrzymać pożądaną konsystencję. Zawsze w reklamach, filmach stereotypem stało się ciasto a'la drożdżowe, czyli elastyczne i zwarte. Zdecydowanie nie tak wyglądało moje ciasto na chleb. To był niczym wielki glut. Dosypywałam wciąż mąki, aby ciasto się związało do wyrobienia. Bezskutecznie. wylałam je nawet na blat w kuchni myśląc, że może jednak jakimś cudem się uda zrobić z niego kulkę. Mocno poirytowania zdecydowałam, że nic nie zrobię więcej. Co będzie to będzie. Przecież pierwszy raz piekłam chleb. Ciasto przelałam do keksownic, posypałam ziarnami słonecznika i kminkiem i wstawiłam do pieca. W trakcie pieczenia oczywiście próbowałam posprzątać blat po cieście, a to było jak rozjuszenie byka. Wielokrotnie mówiłam pod nosem, że nie będę więcej piec żadnego chleba i co mnie podkusiło. Bardzo ciężko schodziło zabrudzenie, ale znikło. Koniec końców, chleb wyszedł obłędny. Rodzina chwaliła jego smak i chrupkość, a ja? Osiągnęłam swój cel. Upiekłam chleb i byłam tą pierwszą. Zupełnie zapomniałam o niesfornym cieście, brudnym blacie, mozolnym jego czyszczeniu. Byłam w siódmym niebie dzięki uznaniu i ... miałam ochotę na kolejny wypiek tego typu.
Jak widzicie, grunt to próbować. Teraz bazuje na różnych przepisach, ale staram się dać sporo od siebie, aby było bardziej moje. Wzięło się to ze znudzenia pospolitymi smakami i chęcią odkrycia czegoś nowego.
Serdecznie zapraszam do spróbowania. Smacznego.
Dominika

Komentarze
Prześlij komentarz